Od kilku dni TVP emituje na swojej antenie serię lekcji dla szkół podstawowych w ramach 'zdalnego' uczenia: 'Szkoła z TVP'. Lekcje te wzbudzają wiele krytycznych uwag a TVP i osoby odpowiedzialne za merytoryczny aspekt lekcji są krytykowane. W niniejszym poście biorę ich w swoją obronę.
Chciałbym spojrzeć na te lekcje zupełnie z innej perspektywy i wykazać, że, przynajmniej lekcje języka angielskiego, nie są w najmniejszym stopniu nadzwyczajnym wyjątkiem 'złej dydaktycznie lekcji' i nie odbiegają od normy tj., od tego jak dydaktyka języków obcych wygląda w polskich szkołach. Chciałbym zaryzykować tezę wręcz przeciwną i stwierdzić, że lekcje te są bardzo dobre i doskonale ilustrujące fatalny stan dydaktyki językowej w, śmiem twierdzić, przeważającej liczbie szkół i to nie tylko podstawowych. Tym samym lekcje te (a obejrzałem ich sześć dla różnych klas) są doskonałym przykładem stanu w jakiej znajduje się 'glottodydaktyka' w Polsce i ilustrują w sposób krystalicznie czysty metodyczne horrory codziennie fundowane przez polską szkołę uczniom.
Zanim przejdę do krótkiego omówienia 'tortur' zadawanych przez nauczycieli młodzieży w szkołach na lekcjach języków obcych kilka słów gwoli wyjaśnienia. Jestem dydaktykiem i nauczycielem języka angielskiego. Od 1990 roku prowadzę ze studentami zajęcia z metodyki nauczania języka angielskiego na WA UAM, obserwuję ich lekcje w szkołach, nadzoruję praktyki dydaktyczne na Studiach podyplomowych,a przez 11 lat (od 1993 do 2004) równolegle uczyłem angielskiego w szkole średniej (gimnazjum i liceum). Łącznie obserwowałem około 500 lekcji języka angielskiego studentów dydaktyki i hospitowałem (w różnym charakterze) ponad 50 lekcji czynnych zawodowo nauczycieli języka w szkołach podstawowych, gimnazjach, liceach, technikach i szkołach zawodowych. Innymi słowy, moim skromnym zdaniem, uważam, że wiem o czym mówię.
Przyjrzyjmy się teraz krytycznie jednej z lekcji, w której, jak się wydaje, celem jest wprowadzenie nowego aspektu znaczeniowego czasu Present Perfect (PP) - 'for & since' oraz jego użycie w praktyce (przećwiczenie). Lekcję tę można obejrzeć TUTAJ.
Przeanalizujmy najpierw składowe etapy lekcji. Pierwsze 5 minut to powtórka znaczenia (użycia) PP we wcześniej poznanym znaczeniu 'doświadczenia', w którym to PP był zapewne po raz pierwszy wprowadzony (I have already seen this film). Drugi etap (7 minut) to wprowadzenie nowego znaczenia PP z 'since'. Trzeci etap (ok. 8 min) to to samo tylko dla 'for'. W miedzy czasie po drugim i trzecim etapie pojawia się plansza po polsku podsumowująca strukturę i znaczenie. Na pierwszy rzut oka, całkiem nieźle: 20% czasu lekcji to odwołanie się do tego co było wcześniej, 65% czasu lekcji (etap drugi i trzeci) to wprowadzenie nowego materiału i ćwiczenia w użyciu (przynajmniej w zamiarze), 15% to podsumowania, przejścia itp. Pod względem wyodrębnionych etapów lekcja prawie, że modelowa. Ale jest kilka dużych 'ale'.
1. Po pierwsze, gramatyka 'stara' czyli już znana, jest powtarzana bez kontekstu użycia (komunikacyjnego) i polega na powtórzeniu reguł zastosowania (kiedy się używa) i formy struktury (budowa PP). Nic nadzwyczajnego - tak wygląda gros lekcji w szkołach.
2. Po drugie, nauczycielka cały czas 'opowiada' o gramatyce używając meta-języka czym stwarza przekonanie wśród uczniów, że znajomość języka to znajomości reguł i umiejętność wyrecytowania ich. Nie dziwi mnie to wcale ani nie oburza bo tak jest nauczana i traktowana gramatyka w szkołach, jak wynika z moich analiz arkuszy obserwacyjnych lekcji.
3. Po trzecie, 'nowa' gramatyka to powtórzenie punktów 1 i 2 wyżej. Typowa lekcja w szkole wygląda tak, że nauczyciel najczęściej zaczyna od wprowadzenia najpierw formy (struktura, sposób tworzenia) podając czasami zdanie w którym ta gramatyka się pojawia (zdanie zupełnie wyjęte z jakiegokolwiek kontekstu komunikacyjnego, wzięte z 'powietrza'), a następnie tłumaczy jak w punkcie 2 do czego tej gramatyki używamy.
4. Po czwarte, nauczycielka przechodząc do pisania zdań na tablicy (z 'since' a potem z 'for') przez wszystkie osoby realizuje w sposób absolutnie niepoprawny etap ćwiczenia nowego języka. To też mnie nie poraża, bo podczas prawdziwej lekcji, po punkcie 3 jak wyżej, nauczyciel ZAWSZE ćwiczy nowo wprowadzoną gramatykę w ten sposób, że poleca uczniom zrobienie ćwiczeń pisemnych nr. 2, 3, i 4 z podręcznika na stronie 34, po czym uczniowie odczytują je na głos, nauczyciel poprawia i na tym lekcja dobiega końca. Zero użycia języka!
5. Po piąte, nauczycielka, jeśli już cokolwiek mówi na lekcji po angielsku to od razu powtarza to samo po polsku. W tej lekcji, zawsze. Podczas prawdziwych lekcji w szkole, prawie zawsze. Dlaczego mnie to nie dziwi? Ano dlatego, że tak się dzieje na lekcjach języków obcych w polskich szkołach w całym kraju. Taka jest norma. Ci co się oburzają na to dawno nie byli na lekcji języka angielskiego w szkole nr X w mieście, miasteczku, wsi Y.
Jest i po szóste i po siódme i po ósme, i tak dalej, i tak dalej. Długo można by wymieniać. Proszę mnie nie zrozumieć źle - nie winię tych nauczycieli o to, że nie potrafią uczyć - winię system kształcenia nauczycieli w Polsce, który zawsze był przepełniony zbędnymi treściami i w nadmiarze prze-psychologizowany i prze-pedagogizowany. Wystarczy w ostatnim rozporządzeniu MNiSzW o standardzie kształcenia nauczycieli spojrzeć na stosunek godzin tych modułów do dydaktyki ściśle przedmiotowej. I to się nie zmieni dopóki lobby psychologiczno-pedagogiczne w tym kraju będzie miało decydujący wpływ na kształt programów kształcenia nauczycieli-przedmiotowców.